KRZESŁA
W pewnym
wielkim mieście ogłoszono konkurs NA NAJLEPSZE KRZESŁO.
Setki, a
może nawet tysiące krzeseł przyszło na własnych nogach, a te najbardziej
ozdobne troskliwie przywieziono: czworonożne, pięcionożne, a nawet – co widziałem
na własne oczy – sześciu, siedmio i dziesięcionożne. Były z miękkim i twardym
siedzeniem, z rzeźbionymi i prostymi plecami; kolorowe i bezbarwne, matowe i
błyszczące; drewniane, metalowe i plastikowe.
Te
wszystkie krzesła ustawiły się na głównym placu w centrum wielkiego miasta, a
tłumy ludzi je oglądały i wielce podziwiały.
Przyjechała
ważna komisja konkursowa. Dwie godziny, albo i trzy – oceniała, zaglądała,
cmokała, potakiwała, a nawet trochę się kłóciła i spierała. Wieczorem, po
długiej naradzie, ogłoszono uroczyście, kto został zwycięzcą konkursu NA
NAJLEPSZE KRZESŁO… I kto wygrał?
Wyobraźcie
sobie, że wygrał prosty pień z bukowego lasu, jeszcze pachnący, o słojach
biegnących wokół środka. Jeden słój – jeden rok. Można je było policzyć. Miał
ich – 123!
- Biedny staruszek - szepnął ktoś, kto znał to szumiące
drzewo.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz