- Co to?
- Taniec wojenny podziałów…
DWA ŚWIATY
Na zawiłej drodze, prowadzącej nie wiadomo dokąd, Mądrość spotkała Głupotę.
- Witam!
Jak tam u ciebie? Dawno cię nie widziałam. Omijałaś mnie chyba - powiedziała do
niej
- U mnie
wszystko w porządku. Dobrze mi się żyje, codziennie wesoło - odparła Głupota,
nie patrząc w oczy. - A tobie, jak się wiedzie, mądralo? Dalej szukasz dziury w
całym? Nie nudzisz się?
- O, nie!
Poznałam Zdziwienie. Wędrujemy przez świat. Jest doprawdy zadziwiający -
odparła Mądrość.
- E tam!
Jest prosty, gdy się za dużo nie myśli… To sobie wędrujcie. Ja idę na ciekawą
imprezę: KTO WIĘCEJ RAZY PODRZUCI CIĘŻKĄ PIŁKĘ. Zdziwiłabyś się, ile tam
emocji. To idę już! - westchnęła Głupota, bo znudziła się jej rozmowa z
Mądrością.
Rozeszły
się w swoje strony. Może spotkają się jeszcze kiedyś, albo i nie…
ZIMA
Dzik Absur dowiedział się gdzieś, że przyszła kalendarzowa zima i zapragnął ulepić bałwana. Jak za dawnych czasów, kiedy z synem Absorudzikiem zawsze lepił na podwórku z pierwszego śniegu giganta z marchewkowym nosem, wykradzionym żonie dzikusce Absurdzicy. Raz nawet zbudowali igloo.
Absur
westchnął.
- W tym
roku zima jest jesienno-wiosenna i śniegu ani na lekarstwo - powiedział do
kota. - Słyszałem od takiego jednego, że to ocieplenie klimatu. Stopnieje lód
na północy, na południu i woda zaleje połowę ziemi.
Kot Mijuś
miauknął.
- Tak, tak.
Nie będę musiał nosić twojej ulubionej kurtki. Ciekawe, gdzie będziesz miał
mieszkanie. I pewnie już żadnego igloo nie zbudujemy…
- Co pan ostatnio ciekawego czytał? - spytał barman.
- "Wojenny taniec podziałów" - nieznanego autora - odparłem.
- Ciekawa?...
- Przygnębiająca...
- Tato, miałeś szczyt marzeń?
- Miałem, ale o mało z niego nie spadłem...
CZAJNIK
- Tylko się nie wściekaj. Zagapiłem się i spaliłem twój ulubiony czajnik - powiedział skruszony Bajgór do wchodzącej właśnie Bajdoły.
- Żartujesz!
- Przepraszam. Jutro ci odkupię…
- Nie musisz - zaśmiała się Bajdoła. -
Właśnie na nowy rok kupiłam sobie wspaniały czajnik z gwizdkiem. Ten stary
miałam ci podarować.
- Dzień dobry! Kontrola Obywatelska!... Nie macie w tym roku sylwestrowego kaca?... Bieda?... Przynajmniej raz pożyteczna...
- Zdajesz sobie sprawę, że każdego dnia powiększamy świat absurdu? - spytała mrówka.
- Zdaję. Ale nie wiem przed kim - odparł jeż.
- Halo, Niebo!
- Słucham! Strzelałeś?
- Tylko trzy razy.
- Skaranie boskie z wami. Biedne zwierzęta. Żeby mi to było ostatni raz...
KORONA
W najbliższej okolicy wielkie poruszenie: na głowie Prosiaczka, wszystkim znanego, ZNALAZŁA SIĘ ZŁOTA KORONA!
Nikt nie
wiedział, co to znaczy…
- Skąd ją
masz? - pytano.
- Nie wiem
- mówił zmieszany Prosiaczek. - Obudziłem się rano i już ją miałem na głowie.
Nawet mi się nie śniła.
Wszyscy
kręcili głowami, spoglądali po sobie – na żadnej nie było korony, nawet z
papieru.
- Dziwne,
dziwne…
- Chyba nie
myślicie, że ją ukradłem? Może ktoś chce? Wygląda na szczerozłotą -
zaproponował Prosiaczek zrezygnowany.
Nikt jednak
nie chciał.
- Nie
wiadomo, co znaczy: władzę czy żart - szeptano.
Na całe
szczęście dla Prosiaczka, a może nieszczęście – ZŁOTA KORONA zniknęła o
północy…