poniedziałek, 6 czerwca 2011

POWTÓRKA - "366 DNI BAJDOŁY I BAJGÓRA" (Odc. 12)

DZIEŃ 29 - 18 IV
   Bajdoła szła bez Bajgóra późną nocą. Gonił ją strachowiatr, który złowieszczo wyjąc, owijał się wokół latarń. Przyspieszyła. Nagle kątem oka dostrzegła kogoś idącego za nią. Serce załomotało jak oszalałe. Wyprzedził ją jakiś cień. Zaczęła biec - został w tyle. Stanęła raptownie, aby go przechytrzyć - też się zatrzymał. Wreszcie nabrała odwagi, odwróciła się: ulica była pusta, stała obok siebie.

DZIEŃ 30 - 19 IV
   Bajdoła była tak zajęta swoimi sprawami, że prawie nie zauważyła braku Bajgóra.
   - Och, na pewno kąpie się w swoim ulubionym piwie - westchnęła wieczorem i postanowiła znaleźć go jutro.
   A Bajgór siedział w swoim domu wśród książek i pisał bajkę o sobie.

DZIEŃ 31 - 20 IV
   Bajgór zatalefonował do Bajdoły, że nie zobaczą się przez kilka dni, ponieważ bardzo intensywnie pracuje. Poczuła się dziwnie, ale po chwili ucieszyła się, bowiem Bajgór zalegał z płaceniem czynszu za swoje mieszkanie. A obydwoje wiedzieli, że otworzyłoby się piekło, gdyby zamieszkali wspólnie.

DZIEŃ 32 - 21 IV
   Bajgór zapomniał, że minął miesiąc od poznania Bajdoły, ale ona też o tym zapomniała, bo tego dnia zdawała kolejny raz egzamin na prawo jazdy. I zdała go wreszcie dzięki najkrótszej spódniczce, jaką miała. Bajgór nawet o tym nie wiedział, ponieważ Bajdoła uczyła się samochodowej jazdy w tajemnicy.
   Prawo jazdy chciała mieć, tak na wszelki wypadek, gdyby auta jakimś cudem staniały.

niedziela, 5 czerwca 2011

DYSKRYMINACJA

UWAGA: WARZYWA!

WODA DLA PTAKÓW

"KRAINA ZIELONEGO POJĘCIA" (18)

* * *
- Bez cudzych sukcesów mielibyśmy jakieś pragnienia?

* * *
- Człowieku, mijające godziny pozdrawiają cię!

* * *
- Wszystko mnie z tobą dzieli i to nas właśnie łączy. Wszystko mnie z tobą łączy i to nas dzieli!

* * *
- Szanuję zieleń i zeschłe liście!

* * *
- Halo, Ziemia?
- Tak, słucham...
- Jesteś piękny, jesteś mądry, jesteś zdrowy. To, że jesteś biedny, zawdzięczasz tylko sobie...

* * *
- Następnych Dziesięć Przykazań znajdziesz w Internecie...

* * *
- Ta droga była kiedyś ścieżką, a tej ścieżki w ogóle nie było!

* * *
Żeby wszystko było na swoim miejscu, musi być najpierw miejsce, a potem wszystko...

* * *
- Podarłem zaproszenie na coroczny zjazd koleżeński; znowu musiałbym im pożyczyć swoich lat!

* * *
- No i w fabryce snów zabrakło opakowań!

* * *
- Moje marzenie? Być szatniarzem w Piekle!

NA WARCIE

JEMIOŁA SZCZĘŚLIWA: ZIMA - WIOSNA


POWTÓRKA - "366 DNI BAJDOŁY I BAJGÓRA" (Odc. 11)

DZIEŃ 26 - 15 IV
   - Dlaczego to robisz? - spytał Bajgór znajomego z poddasza, pijącego za dużo, którego wszyscy nazywali, nie wiedzieć czemu, Bajbas.
   - Bo to wszystko jest bez sensu - odparł Bajbas, głęboko zaciągając się papierosem wycyganionym od Bajgóra.
   - To znaczy?
   - Jak ci wiadomo, wszyscy skończą tak samo. Więc po co się męczyć i wykonywać czynności, które i tak nie mają żadnego znaczenia?
   - Przesadzasz - delikatnie zaprotestował Bajgór i pomyślał, ile ważnych spraw ma dzisiaj do załatwienia: zapłacić za mieszkanie i światło, napisać felieton o blokowaniu dróg przez rolników, wyprać koszulę, wymyć umywalkę, naprawić lampę nocną Bajdoły...
   I zapominając o Bajdole, posłał Bajbasa po pierwsze pół litra.

DZIEŃ 27 - 16 IV
   Świat się kołysał! Bajgór miał potwornego kaca i na wszystko przysięgał Bajdole, że już nigdy nie będzie pił wódki, nawet kropelki. I nawet w to wierzył.

DZIEŃ 28 - 17 IV
   - A ja ci mówię - sapnął spotkany Bajbas, zupełnie trzeźwy - że mimo wszystko WSZYSTKO uczestniczy w harmonii chaosu...
   I zostawił Bajgóra z bolącą jeszcze głową.

piątek, 3 czerwca 2011

MÓJ CIEŃ NA WOLNOŚCI

BEZ ZMYWANIA!

"KRAINA ZIELONEGO POJĘCIA" (17)

* * *
- Więcej pożarów, mniej zapałek!

* * *
- Nadmiar wiadomości wpisuję do krzyżówek, które wyrzucam...

* * *
- Halo, Niebo?
- Słucham!
- Naprawdę nie mamy stąd innego wyjścia?...

* * *
- Myślisz, że moda na poetów i meloniki wróci?...

* * *
- Mój bałagan chroni mnie przed waszym porządkiem...

* * *
- Zamiast umierać z tęsknoty, żyj z nią...

* * *
- A patrząc z drugiej strony, nie zapominaj o pierwszej...

* * *
- Oni odeszli, bo się zatrzymałeś...

* * *
- Aby ta chwila trwała wiecznie, musiałbyś ja zabić!

* * *
- Ale teatr! Kukiełki poruszają kukiełkami...

* * *
- Panie Boże, ja tego jabłka nie zerwałem, samo spadło!

CZERWCOWE OKNO





POWTÓRKA - "366 DNI BAJDOŁY I BAJGÓRA" (Odc. 10)

DZIEŃ 25 - 14 IV
   Bajdoła niekiedy twierdziła, że przypadków nie ma. A nawet była pewna: wszystko zaprogramowane jest przez chichoczący LOS, który - złośliwy albo przychylny - bawi się, stukając ludźmi jak kulami bilardowymi.
   Raz wreszcie chciała zadecydować sama o sobie: poszła do fryzjera i kazała mu obciąć, prawie do samej skóry, swoje długie, wspaniałe, kręcone włosy.
   Bajgór, gdy zobaczył głowę Bajdoły, dostał szału i bardzo długo musiała mu tłumaczyć, że niezależnie od LOSU i od niej samej odrosną za niecały rok.
   - A przecież wczoraj mówiłeś, że będziemy żyli długo i szczęśliwie! - zakończyła.


czwartek, 2 czerwca 2011

MÓJ NOWY ANIOŁ


"KRAINA ZIELONEGO POJĘCIA" (16)

* * *
- Chciałbym kiedyś złapać pierwszą kroplę deszczu...

* * *
Człowiek swoja drogę dostrzegł z drzewa.

* * *
- Podczas zbioru jabłek raj nieczynny!

* * *
- Wiara w nieśmiertelność to śmiertelna choroba!

* * *
- Ta pięść była niedawno pomocną dłonią!

* * *
- Widziałem, jak pokonany wynosił zwycięzcę!

* * *
- Ale dla pchły zabrakło ci miłosierdzia...

* * *
- Co to za dialog głuchych z niemowami, obserwowany przez niewidomych?

* * *
Tatry są takie młode, mają dopiero 300 milionów lat!

* * *
- A teraz ty upadnij, a ja będę się śmiał...

* * *
- Tak...
- Nie...
- Być może!

* * *
- Halo, Niebo?
- Słucham!
- Wydaje mi się, że znalazłem piatą stronę świata!

* * *
- Co z tego, ze jestem wielki, skoro wie o tym tylko mój jamnik?

ULICZNE KWIATY


POWTÓRKA - "366 DNI BAJDOŁY I BAJGÓRA" (Odc. 9)

DZIEŃ 22 - 11 IV
   Bajwoda, dobry znajomy Bajgóra - właściwie chyba nawet przyjaciel - kupił za wszystkie oszczędności kawałek pola za miastem. Było bardzo zaniedbane i użył dramatycznych argumentów, aby zmusić Bajgóra do pomocy. Dzisiaj właśnie zaczęli zbierać z pola wielkie kamienie i ustawiać z nich mur.
   Ale największy pożytek z pola miał jamnik Bingo, który biegał po nim jak szalony, goniąc ptaki i swój cień.

DZIEŃ 23 - 12 IV
   Bajdoła dostała w prezencie od swojej nielubianej ciotki elektryczny zegar ścienny. Bajgór powiesił go w kuchni, ale musiał zaraz go zdjąć, bo głośnym tykaniem przeszkadzał Bajdole skupić się na gotowaniu posiłków.
   Więc schowali zegar do szafy.

DZIEŃ 24 - 13 IV
   W dzieciństwie Bajgór marzył, aby być niewidzialnym. Teraz też, w przebłyskach infantylizmu, wkładał czapkę-niewidkę i odwiedzał Bajdołę, kiedy robiła rzeczy, o których nie powinien wiedzieć. Ale tylko mu się wydawało, że odwiedza.

środa, 1 czerwca 2011

KLUCZ DO CZASU

MOJE DWIE LEWE RĘCE ZAWSZE PRZYJAZNE PRAWEJ


"KRAINA ZIELONEGO POJĘCIA" (15)

* * *
- Powołanie do życia nie oznacza, że świat będzie cię utrzymywał!

* * *
- Żeby upiec pieczeń, podpaliłeś las. Teraz modlisz się o deszcz...

* * *
- Już ciemno, możesz zdjąć maskę...

* * *
- Za każdym razem, gdy odkrywam Amerykę, myślę, że to Indie!

* * *
- Pomódl się za mnie!
- Sam nie możesz?...

* * *
- Jeśli brak ci sensu, to nie znaczy, że go gdzieś tam nie ma...

* * *
- No, szeroka droga, ale pełna ludzi idących naprzeciw...

* * *
- To dymi wysypisko niespełnionych nadziei!

* * *
- Tak naprawdę spieszyłem się tylko raz. Będąc plemnikiem!

ZAMKNIĘTE!

URODA KRATKI ŚCIEKOWEJ

POWTÓRKA - "366 DNI BAJDOŁY I BAJGÓRA" (Odc. 8)

DZIEŃ 21 - 10 IV
   - Miałem straszny sen - powiedział Bajgór do Bajdoły. - Dowiedziałem się od mojego wuja drwala, że na jednej z leśnych dróg wyrósł grzyb, wielki jak drzewo. Wsiadłem na ukradziony motocykl i pojechałem na grzybobranie. Długo jeździłem, szukałem, pytałem samego siebie, wreszcie ujrzałem go z daleka. Miał już dziesięć metrów wysokości. Podjechałem. Wokół grzyba siedziało czterech chłopów z siekierami. Zatrąbiłem. Porwali się, chwycili za siekiery, zaczęli krzyczeć: "Won! On jest nasz! My żeśmy go znaleźli!"... Już mnie dopadli. Uratował mnie motor. Sto metrów dalej zgasiłem silnik i zawołałem: "On jest trujący... Hop, hop, hop, jest trujący! Zatrujecie się, głąby!"... Pojechałem do domu. Ale następnego dnia nie wytrzymałem i wróciłem do grzyba... Wokół siedziało czterdziestu chłopów z siekierami i widłami. Zatrąbiłem, ale już nie czekałem, aż zaczną mnie gonić; podkręciłem gaz i uciekłem. Kiedy zgasiłem motor, usłyszałem jeszcze echo: "On jest nasz! Zabijemy, kurwa! On jest nasz!"... Złożyłem dłonie w trąbkę i krzyknałem: "Jest trujący, chamy. Zatrujecie całą okolicę!"... Pojechałem do domu. Nie spałem całą noc i rano wróciłem do lasu. Grzyb stał, chyba był jeszcze większy. Wokół niego siedziało czterystu chłopów z siekierami, widłami i kosami. Zatrąbiłem, ale nikt nie zwrócił na mnie uwagi. Jeden z nich tylko kiwnął palcem. Postawiłem motocykl pod drzewem i usiadłem razem z nimi. "On jest chyba trujący..." szepnąłem do najbliższego chłopa, ale zamilkłem, bo dostałem pod żebro trzonkiem siekiery. Usadowiłem się wygodnie, wyjąłem scyzoryk, który dostałem od ciebie tydzień temu i zacząłem patrzeć. A grzyb rósł i rósł...
   Bajdoła zaśmiała się, ale jej oczy były smutne.

BRAMY - MOŻE DO RAJU, MOŻE DO PIEKŁA?









NIECO-DZIENNIE NR 38

Nieraz czuję jak żarzący się niedopałek. A przecież ja już nie palę od dwudziestu czterech lat!