ROZSTANIE Z GOŁĘBIAMI
Krasnal
Arek wrócił uradowany z podniebnego spaceru, a młode gołębie, gdyby miały ręce,
pewnie by zaklaskały.
- Brawo! No
widzisz, to nie takie trudne - powiedział gołąbek, który namówił go do latania.
- Naprawdę,
umiem! Coś wspaniałego. Jestem teraz prawdziwym ptakiem…
Arek był
bardzo dumny.
Nagle wszystkie gołębie się uciszyły.
Nadleciał przywódca stada.
- Gdzie jest ten mały śmieszny człowieczek,
którego tu zostawiłem? - spytał władczym głosem.
- Tutaj stoi - wskazał jakiś gołąb
nieśmiało.
- Jak to?... Toż to nie żaden człowieczek,
tylko jakiś obcy z innego stada… Wynocha! - rozkazał przywódca.
- Hi, hi, jestem krasnalem z Krainy
Wszelkich Bajek! - Arek wcale się nie bał.
- To jakieś głupie żarty - zdenerwował się
przywódca.
Nagle zauważył złote piórko, połyskujące na
skrzydle w świetle południowego słońca.
- Daj mi to pióro, wtedy będziesz mógł z
nami zostać - powiedział stanowczo.
- O, nie dam. Na pewno - odparł krasnal
Arek.
- To wynoś się natychmiast, bo pożałujesz -
krzyknął przywódca, podnosząc wysoko dziób.
- Proszę bardzo, wynoszę się!... Wszechmocna
różdżko z Krainy Wszelkich Bajek! Zabierz mnie stąd, najlepiej pod jakieś
zielone drzewo…
Zaszumiało, zahukało, rozbłysło… i krasnal
Arek zniknął z gołębich oczu.
- To jakieś wariactwo. Nie do wiary! -
powiedział przywódca stada. A wśród młodych ptaków rozległ się jęk zawodu.
Żałowały, że utraciły takiego dziwnego kolegę…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz