niedziela, 27 listopada 2011

DIALOGI O ŚWICIE (4)

- Wstawaj!
- Jeszcze trochę...
- Wstawaj, mówię! Trzeba zrobić zdjęcie wschodu słońca.
- Boże święty, przecież już mamy tyle zdjęć wschodów słońca.
- Będziesz robił je codziennie. Chcę mieć ostatnie!...

"MYŚLI PO MYŚLACH CZYLI MOJE PUSTKI" (10)

10

   Pewnego dnia siedzę sobie w którejś z pustek, a tu słyszę wyraźne pukanie... Puk, puk, puk!... Dziwne - myślę. Przecież pustka nie ma drzwi. Może ktoś puka pod pustką, może w pustce jest za głośno, może słychać moje zmęczone myśli - myślę gorączkowo. Byłem pewny, że nikt nie wie, że tu jestem... Znowu: puk, puk, puk!... Tak, wyraźnie ktoś puka w dno pustki. Przestraszyłem się nie na żarty... Odezwać się? Spytać, kto to?... Przeczekam... Puk, puk, puk!... Ale natręt. Nie da żyć... Pytam: kto tam?... Twoja świadomość istnienia, głupku - usłyszałem przytłumiony głos. - Wracaj natychmiast na Ziemię. Włamali się do twojego domu i ukradli ci srebrny świecznik, który dostałeś od ojca!
   A miałem go właśnie sprzedać, aby jechać na wycieczkę do Indii...

POWTÓRKA - "366 DNI BAJDOŁY I BAJGÓRA" (Odc. 119)

DZIEŃ 205 - 11 X
   Bajgór bał się panicznie niektórych pomysłów Bajdoły.
   - Jak to jest, kiedy człowiek skacze z samolotu, leci jak kamień w przepaść i ratuje go kawałek płótna - powiedziała rozgorączkowana Bajdoła, która przeczytała afisz reklamujący KURS SPADOCHRONOWY DLA POCZĄTKUJĄCYCH.
   - Zapisz się na ten kurs - zaryzykował Bajgór i zaraz odetchnął.
   - Chyba żartujesz. Wiesz dobrze, że umarłabym ze strachu w połowie drogi do ziemi. Ciarki przechodzą mi po plecach, gdy patrzę z mojego dziesiątego piętra w dół...
   Po chwili dodała:
   - Ale nieraz mnie ciągnie, przyznam. Jestem ciekawa, jak to jest, kiedy leci się do śmierci.

ROZMAITOŚCI Z PRZEDWCZORAJ (2)
















DIALOGI O ŚWICIE (3)

3

- Gdzie idziesz z tym wiadrem?
- Do Krainy Zielonego Pojęcia malować wszystko na żółto. Jesień!...

"MYŚLI PO MYŚLACH CZYLI MOJE PUSTKI" (9)

9

   Pustka w głowie...
   Jeśli mam pustkę w głowie, nie szukam już innej, tylko kładę się w moim hamaku na balkonie i jeśli są, patrzę na gwiazdy. Jeśli ich nie ma, patrzę na mój pępek.

POWTÓRKA - "366 DNI BAJDOŁY I BAJGÓRA" (Odc. 118)

DZIEŃ 203 - 9 X
   Gdyby Bajgór odkładał co miesiąc pewną kwotę, za jakieś trzy lata mógłby kupić samochód, ale doszedł do wniosku, że zupełnie wystarczy Bingo, którego trzeba wyprowadzać na spacer i raz na miesiąc iść z nim do weterynarza na przegląd.

DZIEŃ 204 - 10 X
   Siedzieli pod powaloną przez burzę sosną.
   - Powiedz mi - zaczęła Bajdoła - dlaczego tak jest, że na świecie jest jakieś trzy miliardy facetów i kobieta nagle dostrzega jednego niedołęgę i dech zapiera jej w piersi?
   Bajgór wziął to do siebie i udając wściekłego, powiedział bez sensu:
   - A ty masz płaską pupę!...
   Co nie było prawdą. Tak jak chyba nie było prawdą, że Bajgór był niedołęgą.

sobota, 26 listopada 2011

ROZMAITOŚCI Z PRZEDWCZORAJ

















DIALOGI O ŚWICIE (2)

2

- Co tam kołyszesz?
- A, dziecko sąsiadów z przeciwka...
- Nie żartuj. To twoje dzieciństwo... Ale śpi głęboko. Trudno będzie je dobudzić.
- Niech śpi do rana!

"MYŚLI PO MYŚLACH CZYLI MOJE PUSTKI" (8)

8

   Pustka, ale nie całkiem...
   Jest to dziwna pustka. Pustka, która udaje pustkę. Kiedy do niej nieraz wchodzę, jest cicho i spokojnie. Siadam, zaczynam odpoczywać od codziennego hałasu i zgiełku, nagle słyszę jakąś przejmującą muzykę, a wraz z nią napływają do mnie myśli tak gęste, tak intensywne, że wypełniają całkowicie mój mózg. Czuję, jakby wlewała się wulkaniczna lawa. Wtedy widzę ludzki świat ostro, wyraźnie - jak nigdy na zewnątrz tej pustki; kolorowy kalejdoskop: zło obok dobroci, mądrość obok głupoty, piękno obok brzydoty. Nagle wszystko się miesza, pęcznieje i poprzez akordy niesamowitej muzyki słyszę potworny chichot kogoś, kogo nie widać...
   Uciekam z tej niby pustki, a echo śmiechu tego, kogo nie ma, biegnie za mną jakiś czas, aż cichnie tonąc w hałasie codziennego, siermiężnego życia.

POWTÓRKA - "366 DNI BAJDOŁY I BAJGÓRA" (Odc. 117)

DZIEŃ 202 - 8 X
   Bajdoła postanowiła wreszcie wyrzucić swoje nieużywane już buty. Starannie segregowała je przez całe przedpołudnie, ponieważ każda para przypominała różne zdarzenia z jej życia i dumała nad nimi jak nad starymi fotografiami. Po południu Bajgór zastał ją siedzącą na podłodze obok stosu butów.
   - Podpalasz je? Przynieś ci zapałki z kuchni?
   - Nie. Myślę, że jeszcze się przydadzą - odparła poważnie i przeznaczyła do wyrzucenia tylko popielate czółenka, które miała na nogach pewnego okropnego dnia; tak okropnego, że nigdy w życiu nie opowiedziałaby o nim Bajgórowi.