LĄDOWANIE W WIELKIM MIEŚCIE
Krasnal
Arek leciał przez chwilę w jakiejś dziwnej ciemności i wylądował na dachu
olbrzymiego domu, który miał co najmniej dziesięć pięter. Dla małego krasnoludka
była to najwyższa góra świata – Mont Everest.
- Ale
widok! - wykrzyknął.
Rozejrzał
się wokoło: niekończący się las kolorowych i szarych domów, aż po zamglony
horyzont.
- Mhm…
Zupełnie inny tu zapach niż w lesie…
Spojrzał w
dół, zakręciło mu się w głowie. Ujrzał mrowisko ludzi i gąsienice aut,
warkoczących wniebogłosy.
- Jak ja
stąd zejdę? - zastanawiał się. - No, oczywiście, różdżka mi pomoże…
Wypowiedział czarodziejskie zaklęcie. Zaszumiało, zahukało, zabłysło i
znalazł się nagle na chodniku pełnym spieszących się wielkich ludzi. Nikt z
nich nie zwrócił na niego uwagi, był mniejszy od ich dłoni. Stanął pod murem,
żeby nikt go nie nadepnął.
- I co
teraz, i co teraz? - myślał zdenerwowany.
Stał tak
przez dłuższą chwilę, która wydawała mu się całym miesiącem, aż podszedł do
niego znienacka szary ptak.
- Co tu
robisz? Kim jesteś? - spytał groźnie.
- Jestem
krasnalem! - powiedział dumnie Arek.
-
Krasnalem? Nie ma krasnali na świecie, co ty mi tu opowiadasz? - zagruchał,
śmiejąc się szary ptak.
- Jestem najprawdziwszym krasnalem z Krainy
Wszelkich Bajek!... A ty, kim jesteś? - spytał Arek.
- Jak to,
kim? Nie widać? Jestem gołębiem miejskim, dowódcą stada w tym rejonie…
- Nie
mógłbym zapisać się do twojego stada? - prosił krasnal. - Na pewno będę ci
pomocny. Zobacz mam dwie ręce, jak ludzie. Na pewno wam się przydam…
Gołąb
zastanowił się chwilę.
- No,
dobrze. Przyjmuję cię na próbę - zgodził się po chwili wahania. - Masz jakieś
imię? – spytał.
- Mam.
Wszyscy mówią do mnie Arek…
- Arek.
Niech będzie Arek. Ty do mnie możesz mówić Wielkoskrzydły! Siadaj na mój
grzbiet, polecimy do naszej głównej siedziby - powiedział gołąb.
I
polecieli.
- Bez
pomocy różdżki - pomyślał krasnal…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz