niedziela, 14 grudnia 2014

SNY NIEDOBUDZONE (55)

   Na kilkuhektarowym ogrodzonym terenie, trochę zalesionym, miałem HODOWLĘ WROGÓW.
   Trzymałem ich w stalowych klatkach, małych i dużych, w zależności od wielkości i zajadłości. Nie sprawiali mi większych kłopotów, wystarczyło raz dziennie drażnienie i pokazywanie języka.
   Poniedziałek był dniem handlowym. Przed farmę podjeżdżały auta, motocykle i rowery, albo ludzie przychodzili na piechotę z pobliskiej stacji kolejowej. Do godziny dwunastej można było oglądać i wybierać odpowiednich dla siebie wrogów: politycznych, gospodarczych, artystycznych, sąsiedzkich, publicznych, osobistych; zaciętych lub olewających, groźnych lub gapowatych, prawdziwych lub iluzorycznych, męskich lub damskich...
   - Bo każdy musi mieć swojego wroga, tak było od początku świata - mówiłem każdemu klientowi na powitanie.
   W oddali była HODOWLA PRZYJACIÓŁ, ale niedawno, jak się dowiedziałem, splajtowała...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz