- Halo, Ziemia?
- Tak, słucham!
- Nie narzekaj. Mógłbyś być muchą...
WRONA ZOGONA
Wrona z
rozległych pól była bardzo nieszczęśliwa, bo od początku swojego życia słyszała
zewsząd: WRONA BEZ OGONA, WRONA BEZ OGONA! A przecież miała ogon, całkiem
normalny, jak u wszystkich ptaków - piękny, czarny, lśniący…
I dlatego
poszła do Głównego Ptasiego Urzędu, aby nadano jej imię – ZOGONA. Po krótkiej
naradzie i wnikliwych oględzinach nadano jej uroczyście to imię, z ogłoszeniem
nawet w Ptasim Radiu.
Niestety
wrona Zogona nadal słyszała wkoło: BEZ OGONA, BEZ OGONA! Więc oglądając go
sobie codziennie w małych i dużych kałużach, krakała głośno: MAM OGON, MAM
OGON! JEST PIĘKNY, LŚNIĄCY I CZARNY JAK WĘGIEL!
W końcu
wszyscy to zobaczyli i przestali wronę Zogonę przezywać. Kałuże mogły już
wyschnąć, a nad rozległym polem zapanowała cisza!
CIEŃ
Aż do wieczora za dzikiem Absurem szedł jakiś obcy cień.
Zauważył go
w samo południe, kiedy wychodził z baru mlecznego. Przypałętał się nie wiadomo
skąd i jego osobisty cień stał się obiektem bezczelnego nagabywania. I nawet
jakby mu się to podobało. Nie pomagało odganianie, przyspieszanie kroku, a
nawet bieg. Dopiero gdy zaszło słońce za domami miasta, zniknął obcy cień. Ale
także cień Absura.
- Och,
niech sobie trochę użyje - westchnął i poszedł do domu bez cienia. Znalazł go
następnego dnia rano. Jakby trochę wymęczonego.
- Co taka cisza w mieście? - zdziwił się barman.
- Wszyscy pojechali szukać wody, aby się zamoczyć - odparłem.
- Tato, zdenerwowałem się!
- Co się stało?
- Pomyślałem, że jestem bezsilny.
- Ćwicz...
NA PUSTYNI
Mój Drogi Aniele!
Wydawało mi
się, że wczoraj szepnąłeś do mojego ucha:
- Podziel
się z kimś miłością do samego siebie…
A tej nocy
miałem sen:
Spotkałem
na pustyni człowieka, który podzielił się ze mną ostatnim łykiem wody, a potem
mnie zabił, bo mu nie podziękowałem…
Ale z kim
mam się podzielić, mój Aniele? No i dlaczego znalazłem się na pustyni bez
swojej wody?
Twój na zawsze
Michał syn Edwarda
- Dzień dobry! Kontrola Obywatelska!... Dzisiaj ŚWIATOWY DZIEŃ SZCZĘŚLIWEGO KOŃCA...Zapomniano o początku?...
- Powinieneś zażywać więcej ruchu - radziła mrówka jeżowi.
- Nawet nie
wiesz, co ja wyprawiam podczas snu - odparł jeż.
ŻYRAFA AHA
Żyrafa Aha
miała najdłuższą szyję na świecie, nawet o wiele dłuższą od innych żyraf.
A stało się
to tak…
Pewnego
dnia żyrafa Aha szła sobie wolniutko po afrykańskiej łące, aż tu nagle spotkała
na błękitnym niebie chmurę o tak fantastycznym kształcie, że zaparło jej dech w
piersi z zachwytu.
- Chmura
nie chmura? Jakby góra kolosalna, a przecież gór na niebie nie spotyka się
codziennie. Może smok jakiś? A może kosmiczne latające zwierzę? Nie wiem! -
myślała.
A jej
ciekawska szyja rosła i rosła, chcąc pomóc swojej pani w poznaniu prawdy.
Ale żyrafa
Aha prawdy nigdy nie poznała, bo przyleciał z południa złośliwy pędziwiatr i
pognał dziwną chmurę na daleką północ, hen, aż pod lodowaty biegun. A przecież
żyrafa Aha dotrzeć tam nie mogła!