piątek, 12 września 2014

CIEŃ (52)

  Na moje pytanie, czy naprawdę miewa sny, a nie zmyśla, Cień odpowiedział:
   - Możesz mi nie wierzyć, co mi tam. Daję ci słowo, że prawie codziennie śni mi się kolorowo i filmowo. Mógłbyś to zapisywać i wydać kiedyś grubą ksiażkę. Zarobilibyśmy kupę pieniędzy.
   - To co ci się dzisiaj śniło, opowiedz...
   Usiadłem wygodnie.
   - Proszę bardzo... Otóż nagle znalazłem się w jakiejś magmie o zapachu nieskończoności, nie do opisania i nie do porównania. Przedzierałem się przez tłum przezroczystch, zwiewnych cieni, bez twarzy oczywiście. To byli NIEISTNIEJĄCY. Albo już nienistniejący, albo jeszcze nieistniejący. Miliony milionów byłych albo przyszłych cieni, których nigdy nie spotkałem i nigdy nie spotkam... Straszny sen, co?
   - No, nie za wesoły - przyznałem
   - A ja tam szukałem twojego cienia, czyli mnie...
   Milczeliśmy dłuższą chwilę.
   - Wiesz co? - powiedziałem. - Chodźmy na dużą wódkę...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz