- Halo, Ziemia?
- Tak, słucham!
- Macie jeszcze dużo wolnej przestrzeni, dlaczego tak się tłoczycie?
- Halo, Ziemia?
- Tak, słucham!
- Macie jeszcze dużo wolnej przestrzeni, dlaczego tak się tłoczycie?
WIELKI WYŚCIG
Kazano mi uczestniczyć w wielkim wyścigu. Zwycięzca miał otrzymać dalsze życie.
Na starcie kłębił się tłum kobiet i mężczyzn
w różnym wieku. Ja dostałem numer 700002…
Huknął strzał, wszyscy rzucili się do biegu,
przepychając się łokciami, aby być jak najbliżej czołówki. Tylko ci mieli
szansę na zwycięstwo. Ja byłem mniej więcej pośrodku ogromnej grupy dyszących
ludzi, z wykrzywionymi z wysiłku i złości twarzami. Obok mnie biegła dziewczyna
o kędzierzawych włosach, z białą opaską na czole. Co jakiś czas spoglądaliśmy
na siebie. Słabłem, ona też. Wszyscy już byli przed nami.
- Zostawmy ich - wysapała dziewczyna.
Biegacze oddalali się coraz bardziej, aż
zniknęli za zakrętem.
- Myślisz, że przeżyjemy, nie biegnąc do
mety? - spytałem niepewnie.
- Oni biegną ku przepaści - odparła
dziewczyna. Uśmiechnęła się, wzięła mnie za rękę i poprowadziła w stronę lasu,
który rósł po drugiej stronie drogi.
- Chodźmy lepiej na grzyby - powiedziała.
Poszliśmy powoli, trzymając się za ręce, jak
dzieci…
- Niedawno byłem na pokazie modeli latających - oznajmiłem barmanowi.
- I co? - zaciekawił się barman umiarkowanie.
- Nic ciekawego. Latały bez celu i bez sensu...
- Tato, chcę zmienić swoje poglądy!
- O, to dobry znak. Szukasz swojego miejsca...
- Dzień dobry! Kontrola Obywatelska!... Dzisiaj ŚWIATOWY DZIEŃ NADZIEI... Czyli: precz dzisiaj z beznadzieją, pamiętajcie...
- Doremifasolasido! - wyśpiewywał raczej fałszywie jeż.
- Co ci? -
zaniepokoiła się mrówka.
- Ćwiczę.
Może zapiszę się do szkoły muzycznej. Coś trzeba w życiu robić, oprócz
wygrzewania się na słońcu…
- Halo, Niebo?
- Słucham!
- Chyba już wiem, jak działa mechanizm świata.
- Mechanizm? To ciekawe...
TWARZE
Nie miałem swojej twarzy. To znaczy, mogłem ją zmieniać na wszystkie inne, które zaistniały kiedyś na Ziemi.
Tymi nie moimi oczami widziałem świat jako
różnorodną, wielokolorową mozaikę, rozrzuconą w czasie i przestrzeni – pełną
bólu, tragedii, brzydoty, zła, ale także pełną rozkoszy, radości, piękna i
dobra.
Przemieszczałem się w tej magmie miliardów
świadomości, płynąc w niesamowitym hałasie i patrzyłem na straszne, a także na
wspaniałe sceny, właściwie ich nie przeżywając.
- Nie chcę! - krzyknąłem bezgłośnie po
obudzeniu.
Zwlokłem się z tapczanu i poczłapałem do
łazienkowego lustra. Po drugiej stronie patrzyła na mnie znana mi twarz. Może
tylko trochę zmieniona…
- Szkoda, że pan jest abstynentem. Byłoby nam raźniej - powiedziałem do barmana.
- Z wielką przyjemnością patrzę, jak pan sobie popija - odparł barman.
- Tato, gdy nie znałeś się na zegarze, pytałeś, która jest godzina?
- Nie wiedziałem, co to czas. Nie był mi potrzebny do niczego...