ŚWIĘTA
Codziennie świętuję –
deszcz czy słońce
Po cichu
bez śpiewu i toastów
Niech nikt o tym nie wie
MARSJANIE
Nie wiadomo kiedy Marsjanie
przybyli na Ziemię
Zostawili kilka jajek
i uciekli
ŚWIĘTA
Codziennie świętuję –
deszcz czy słońce
Po cichu
bez śpiewu i toastów
Niech nikt o tym nie wie
MARSJANIE
Nie wiadomo kiedy Marsjanie
przybyli na Ziemię
Zostawili kilka jajek
i uciekli
MRÓWKI
Śniło mi się, że nie mogę zasnąć i liczyłem – zamiast baranów – mrówki faraona, które zagnieździły mi się ostatnio w domu. Było to uciążliwe, bo zamiast iść równo w kolumnie, rozłaziły się po całym łóżku.
Z trudem doliczyłem do miliarda i okazało się, że dobrnąłem do jednej nieskończoności i zacząłem iść do następnej.
- Raz, dwa, trzy, cztery, pięć… - liczyłem od nowa.
I tak do pięknego wiosennego rana…
PAMIĘTAJ!
Z daleka wyglądało to tak, jakby milczeli.
Raz na
jakiś czas dzik Absur i Absorudzik siadywali gdzieś i po cichu rozmawiali jak
mężczyzna z mężczyzną.
- I
pamiętaj. Nigdy, ale to nigdy, tego nie rób - tak zawsze kończył rozmowę dzik
Absur.
A potem
szli do Wesołego Miasteczka postrzelać z wiatrówki.
Jeż i mrówka szli ku przeznaczeniu, ale przeznaczenie o tym nie wiedziało. Leciało sobie, jakby nigdy nic, przed nimi, zajmując się większymi obiektami.
Tak będzie
prawdopodobnie do końca świata.
To znaczy
dopóki człowiek, który ich wymyślił, będzie o nich pisał…
ZACHODNIE
Witam dzień
stojąc w zachodnim oknie
aby słońce nie raziło mnie
podczas planowania
najbliższych godzin
życia
WYMIANA
Bez przerwy
trwa wymiana
Po cichu
albo hałaśliwie
Istota trwania na Ziemi
WĘZEŁ
Siedząc na chybotliwej łodzi, musiałem rozwiązać wielki i skomplikowany węzeł. Stał nade mną brodaty marynarz słodkich wód z batem i pomrukiwał groźnie przez fajkę:
- Szybciej, mówię, szybciej! Bo nie dostaniesz dyplomu. A bez dyplomu nie pożyjesz, robaczku!
Udało mi się rozwiązać węzeł po długiej mordędze. Odetchnąłem z ulgą. Pożyję!
- A teraz, robaczku, zawiąż to z powrotem, jak było - zaśmiał się złośliwie marynarz słodkich wód.
Na szczęście, zachwiał się i wpadł do wody. Nie umiał pływać…
KAPELUSZE
Był piękny, w oliwkowym kolorze i niezwykle twarzowy
Dzikuska
Absurdzica kupiła sobie osiemdziesiąty siódmy kapelusz, ale nosiła go tylko w
domu, podczas nieobecności Absura, bo wiedziała, że gdyby go zobaczył, to by
się wściekł.
Myliła się.
Dzik Absur nie rozróżniłby koloru oliwkowego nawet od czarnego.
- Ciekawe, czy w ogródku działkowym jest jeszcze mój ulubiony pniak? - westchnął jeż.
- Co ma nie
być? Pniaki nie wędrują - powiedziała mrówka. - Będę cię tam znowu odwiedzała…
PĘKNIĘCIE
Z szerokiego pęknięcia
prowadzą drogi świata -
donikąd
Słychać chichot historii
i płacz mądrości
WALKA
Walcząc z czasem
ukradłem zegarowi wskazówki
Wróciła młodość
tylko
że mnie nie poznała
LINA
Kazano mi przejść po linie rozpiętej między dwiema wieżami, w dodatku boso. Broniłem się przed tym długo, ale strażnicy miejscy zmusili mnie za pomocą długich szpikulców.
Jakimś cudem dobrnąłem mniej więcej do połowy i spadłem. Prosto w ramiona mojego Anioła Stróża, który czuwał na dole.
Chichotał z uciechy.
- To tylko sen, Michale Edwardzie, to tylko sen…