- Słowa na wagę złota!
- A waga sfałszowana…
Foto: Maciej Pokora
DZIEŃ
Wpadł do mnie nagle dzień
z dawnych lat
Nie przywitał się nawet
porozglądał dookoła
zajrzał mi w oczy
i zniknął
zabierając mój dobry humor
BEZ POCZĄTKU
Nie było początku?…
Nikt z Kolorasów nie wiedział, skąd znaleźli się na niewielkiej kolorowej planecie.
Krążyła na różowym niebie wokół sześciu niebieskich Słońc, które co rano po kolei wschodziły zza wszystkich horyzontów.
Nikogo to nie dziwiło. Nie zastanawiano się nad tym.
Mieszkańcy planety zajęci byli bezustannym podziwianiem swojego codziennego życia o stu kolorach, może nawet stu sześciu…
Nieraz tylko małe Koloraczki pytały starszych Kolorasów:
- Skąd pochodzimy?
Zamiast poczekać na odpowiedź, biegły pozrywać niebieskie kwiaty, które akurat wyrosły na falującej łące, wabiąc perłowe motyle…
CHANDRA
- Pragnąłbym mieć prawdziwą chandrę - wyznał Absur w pochmurny wieczór. - Wszyscy ludzie o tym mówią. Chciałbym posmakować.
- Nie pragnij. To trucizna. Wielkie świństwo. Niszczy każdą przyjemność - powiedziałem.
- Miałeś?...
- Niejeden raz. Łapała bez żadnych powodów. Znienacka… Dawno jej u mnie nie było. Już potrafię ją przeganiać…
- Żal mi was…
- Do ciebie się nie doczepi. Jesteś ponad tym wrednym światem…
Absur pogłaskał kota.
- Zenek, my nie możemy mieć chandry…
- Bardzo się denerwuję - powiedziała zdyszana mrówka, wbiegając do ogródka jeża.
- Co się stało? - przestraszył się jeż.
- Muszę zaraz wracać. Mamy ostrą kontrolę przedzimową. Zginęły dwa kilogramy zakonserwowanych zapasów…
WOLNOŚĆ
Kiedyś
wolność uciekła ode mnie
nie wiadomo gdzie
Wróciła tak zmęczona
że wniosłem ją na rękach
do siebie
- Zamknij mnie na klucz -
jęknęła skruszona
i zapadła w sen
WRONOT
Miał już sto siedemdziesiąt dwa lata, gdy na prośbę Najwyższej Rady zaczął pisać KRONIKĘ NIEBYWAŁYCH.
Dano mu do pomocy kilkudziesięciu wywiadowców-sekretarzy, którzy donosili mu z różnych stron wieści o wszystkich ciekawych poczynaniach Niebywałych. Budował z tego ich dzieje. Historyczne, wiekopomne.
Wronot spisywał to pięknym, starannym pismem, zielonym piórem użyczonym przez Kiwitaczka – na kartkach z kory brzozowej, oprawionych potem w grube księgi.
Gdyby nie ten pracowity kronikarz, nie wiedzielibyśmy w ogóle o Niebywałych i nie byłoby tej książki.
K O N I E C
NA ZDROWIE
- Mam katar! - zakomunikował Absur. - Ciekawe. Nigdy nie chorowałem.
- Nie przewidywałem chorób u ciebie - zdziwiłem się.
Absur kichnął.
- Masz może chusteczki dla mnie? - spytał.
- Leżą na biurku w pojemniku z laki. Weź sobie, ile chcesz… Ja mam katar przez cały rok na okrągło. Chyba alergia na kurz - westchnąłem.
- Musiałem się od ciebie zarazić…
- Przykro mi. Od tego się nie umiera…
- Zwłaszcza Absur… Apsik!...
- Na zdrowie!...
- Miałem straszny sen - jęknął jeż. - Nawet ci nie opowiem…
- Opowiedz, opowiedz - poprosiła mrówka.
- No, dobrze. Śniło mi się, że jestem kretem. Nie oglądam słońca i nie mam ani jednego kolca...