PRZERWA W KRAINIE ZIELONEGO POJĘCIA!
PRAWA DŁOŃ ODMÓWIŁA POSŁUSZEŃSTWA!
DO ZOBACZENIA!
Foto: Maciej Pokora
NIE BĘDZIE
- Ważna informacja - powiedział Absur w drzwiach.
- O! Co ciekawego? - spytałem.
- Końca świata jeszcze nie będzie!...
Mrówka zaśmiała się niespodziewanie.
- Co cię tak bawi? - zdziwił się jeż.
- Wyobraziłam sobie, że jestem księżycem w pełni - odparła mrówka i znowu zachichotała.
DWA
Dwa zwierciadła
wiszą obok siebie
Nie widzą się nawzajem
Jedno jest krzywe
dla rozbawiania
rzeczywistości
Drugie co rano
zachodzi mgłą
SZKOŁY
Wszystkie szkoły na Planecie Barw znajdowały się u Zielonych Kolorasów, w dużych kulistych budynkach.
Koloraczki chodziły do nich chętnie, chociaż nie zawsze, jak to u dzieci.
Na dużej przerwie najbardziej lubiły odbijać piłkę o ciemnozieloną ukośną ścianę, ale po trzecim dzwonku wracały do nauki, wykładanej cierpliwie przez najmądrzejszych Zielonych.
Do obowiązkowych przedmiotów należały: mowa przyjaźni, chemia barw – łączenie kolorów, wychowanie w wolności, moc uśmiechu, dodawanie i mnożenie (w mniejszym stopniu – odejmowanie i dzielenie), liczenie do stu tysięcy, znana i nieznana historia Planety Barw, geografia dróg, rozpoznawanie roślin…
Nauka odbywała się bez ocen, kar i egzaminów! Aż do dorosłości Koloraczka.
Każdy z nich niechętnie kończył wesołą szkołę.
- Ojej! To już koniec? - wzdychano.
Trzeba było chodzić teraz innymi drogami, w stronę trochę ważniejszych zajęć…
GŁOSY
Usłyszałem niewyraźne głosy z kuchni.
- O czym rozmawiacie? - spytałem.
- Zenkowi wydaje się, że świat należy do kotów. Nie do ludzi i Absurów - powiedział Absur.
- Karmię gołębie i za karę zostałem zawieszony w prawach obywatela dzielnicy. Nie wolno mi chodzić po trawnikach…
Odpoczywali na ukwieconej łące po całym kolorowym dniu.
Mały Koralowczyk spytał ojca:
- Tato, co to jest kłamstwo?
- Kłamstwo? - zdziwił się ojciec. - Co ci przyszło do głowy? Kto ci o tym powiedział?
- Mój kolega Zielonek na przerwie w szkole…
Koralowiec ojciec zadumał się.
- Nie ma już u nas kłamstwa - powiedział. - Kiedyś dawno temu dopadało nas i fałszowało prawdę, ale pewnego dnia niespodziewanie znudziło się nami i uleciało nie wiadomo gdzie. Może na inną planetę…
- Nie jest potrzebne? - spytał Koralowczyk.
- Nie. Zostaliśmy tylko z prawdą. Na zawsze. Wiesz, co to prawda?
- Wiem. To, że jesteśmy szczęśliwi na zawsze - odparł syn.