KRAINA ZIELONEGO POJĘCIA Michała Wrońskiego
Foto: Maciej Pokora
czwartek, 23 kwietnia 2026
ON - 27 (z książki - 2024 r.)
PRZY ŚNIADANIU
Spytałem Absura przy śniadaniu:
- Co ci się nie podoba na Ziemi?
- Banalne. To, że jest więcej zła niż dobra - odparł Absur.
- Nie zawsze…
- No, nie zawsze - zaśmiał się - Nie mogłeś mnie przenieść na Księżyc?
- Co byś tam robił?...
- Patrzył na błękitną ziemską kulę. Na pewno jest piękna - powiedział Absur i zjadł ostatnią kanapkę z pomidorem.
JEŻ I MRÓWKA - 238 (z książki - 2014 r.)
- Proszę bardzo, mogę zapisać się do tej ich cywilizacji - zaczęła mrówka - ale niech odczepią się od mojego mrowiska…
A jeż przyznał:
- Z cywilizacji wystarczy mi ogródek działkowy…
Z TOMU "TEKSTY 2025" - W PRZYGOTOWANIU
ROZEJM
U mnie rozejm
Tylko nieraz podczas nudnego snu
postrzelam sobie z korkowca
budząc senne wojny
z zaświatów
TROJA
Nie słyszymy już
wojny trojańskiej
Może jej absurd
nauczyłby nas życia
w nudnym spokoju
i umiarkowanym rozsądku –
bez burzenia
BAJKI CZ. II - 3 (z książki - 2015 r.)
KREDKA
Była to niebieska kredka i znakomicie nadawała się do kolorowania nieba i morza, a właśnie morze z zachmurzonym niebem – to ulubiony temat rysunkowych obrazów Kuby i Wojtka. Zwłaszcza Wojtka, który miał już w swojej kolekcji 285 rysunków przedstawiających bitwy morskie na burzliwym morzu. Więc niebieska kredka była coraz mniejsza, mniejsza, aż kiedy miała już tylko centymetr długości, Wojtek wrzucił ją do wielkiego słoja, gdzie leżały spracowane inne kredki o wszystkich kolorach tęczy.
Ale niebieska kredka wcale się nie smuciła. Wiedziała, że zostawiła swoje artystyczne ślady na rysunkach Wojtka i Kuby, które były podziwiane przez wszystkich wkoło.
A w kolorowym słoju pełnym kredek jakże ciekawie i wesoło. Codziennie wspominano swoją młodość i do wieczora opowiadano rysunkowe przygody. Do momentu, kiedy Kuba gasił światło, a kolory rozpływały się w ciemności.
środa, 22 kwietnia 2026
ON - 26 (z książki - 2024 r.)
PRZESZŁOŚĆ
Absur szykował biurko do spania.
- Wydaje mi się, że mnie oszczędzałeś. Moje problemy były jakieś powierzchowne - powiedział, odsuwając moje notatki na bok.
- Co to znaczy, powierzchowne - oburzyłem się.
- No, jakbyś nie chciał mnie za bardzo krzywdzić. Zawsze wychodziłem zwycięsko ze wszystkich sytuacji bez wyjścia…
- To znaczy nudziłeś się?...
- Nigdy! Brakowało mi tylko bólu i rozpaczy. Mogłem to obserwować u innych. Nigdy tego nie zaznałem…
- Chciałem, żebyś był szczęśliwy…
- Co to znaczy? Może byłem szczęśliwy, będąc dzikiem Absurem, obok Absurdzicy i Absorudzika. Ale wiem, że nie można wrócić do przeszłości…
- Nie można - powiedziałem cicho.
- Moja przeszłość jest uwięziona między zadrukowanymi kartkami. A twoja, gdzie jest zamknięta? - spytał Absur.
- W głowie - odparłem.
- Opowiesz mi kiedyś o niej?…
- Może kiedyś…
- W dalekiej czy niedalekiej przyszłości? - zaśmiał się Absur i ułożył do spania, bo było już po północy.
Nie wiedziałem, udawał smutnego czy był naprawdę.
Poszedłem do kuchni, przygotować sobie nocną herbatę.
JEŻ I MRÓWKA - 237 (z książki - 2014 r.)
- Zapisałem się na kurs prawa przechodzenia po pasach - oznajmił jeż.
- Och, ja go mam od dziecka. Mogę ci dać testy i pomogę - ofiarowała się mrówka.
Z TOMU "TEKSTY 2025 " - W PRZYGOTOWANIU
WESOŁO
Przypadkowa wesołość
kazała mi się śmiać
ze wszystkiego
i z wszystkich –
nawet z siebie
- Jutro może być smutno!...
BEZ
Nieużywana wyobraźnia umiera
Zostaje nam tylko
smutna rzeczywistość
dnia roboczego
bez
podróży na Marsa
i bycia mleczem przed odlotem
BAJKI CZ. II - 2 (z książki 2015 r.)
KRZESŁA
W pewnym wielkim mieście ogłoszono konkurs NA NAJLEPSZE KRZESŁO.
Setki, a może nawet tysiące krzeseł przyszło na własnych nogach, a te najbardziej ozdobne troskliwie przywieziono: czworonożne, pięcionożne, a nawet – co widziałem na własne oczy – sześciu, siedmio i dziesięcionożne. Były z miękkim i twardym siedzeniem, z rzeźbionymi i prostymi plecami; kolorowe i bezbarwne, matowe i błyszczące; drewniane, metalowe i plastikowe.
Te wszystkie krzesła ustawiły się na głównym placu w centrum wielkiego miasta, a tłumy ludzi je oglądały i wielce podziwiały.
Przyjechała ważna komisja konkursowa. Dwie godziny, albo i trzy – oceniała, zaglądała, cmokała, potakiwała, a nawet trochę się kłóciła i spierała. Wieczorem, po długiej naradzie, ogłoszono uroczyście, kto został zwycięzcą konkursu NA NAJLEPSZE KRZESŁO… I kto wygrał?
Wyobraźcie sobie, że wygrał prosty pień z bukowego lasu, jeszcze pachnący, o słojach biegnących wokół środka. Jeden słój – jeden rok. Można je było policzyć. Miał ich – 123!
- Biedny staruszek - szepnął ktoś, kto znał to szumiące drzewo.





