ŚPIEW
Bajdoła oparła głowę na ramieniu Bajgóra.
- Ostatnio nic mi się nie śni. Wszystkie sny zabrałeś do siebie - powiedziała.
- Może jesteś za bardzo zajęta pracą. W twoim nocnym mózgu nie ma miejsca na fantazję..
Bajgór pogłaskał ją po głowie, czego nie lubiła.
- Dobra, dobra, mądralo. To opowiedz mi jakiś twój…
- Ten przychodzi do mnie co jakiś czas. Jest zawsze taki sam.
Zaczyna się jaskrawym wschodem słońca bez chmur, w otoczeniu absolutnej, krystalicznej CISZY i całkowitego BEZRUCHU. Zupełnie nagle znajduję się w samym środku BEZLUDNEJ PUSTKI… Przemieszczam się bezszelestnie i swobodnie po świecie, jaki pamiętam: z miastami, drogami, lasami, górami, morzami – ze znajomymi krajobrazami. Ale nigdzie nie ma ani jednego człowieka. I mam świadomość, że WSZYSTKO JEST MOJE. Mogę wchodzić do sklepów bez sprzedawców, do banków bez kasjerów; wszystkie samochody są moje, wszystkie pałace i ogrody. Cała Ziemia jest MOJA!
Ale tylko na moment jestem szczęśliwy z tego bezmiernego bogactwa. Już po chwili tęsknię za ludźmi, tęsknię za hałasem miast, świergotem ptaków, szczekaniem psów i pędzącym gdzieś ŻYCIEM. Więc biegam wszędzie z szybkością dźwięku w poszukiwaniu ludzi, w poszukiwaniu śladów istnienia, w poszukiwaniu żywej teraźniejszości. I wszędzie jest pustka, wszędzie cisza, wszędzie martwota…
Nagle, w środku jakiegoś nieznanego mi miasta, słyszę DŹWIĘK! Z okna stupiętrowego wieżowca rozlega się wspaniały, czysty, donośny śpiew KOBIETY. Biegnę po schodach jak oszalały, w poszukiwaniu śpiewaczki – otwieram wszystkie drzwi: pusto, tylko śpiew ucieka ode mnie coraz wyżej i wyżej…
- To ja śpiewałam? - spytała Bajdoła.
- Nie wiem. Nigdy tego śpiewu nie dogoniłem…
Bajdoła się zastanawiała.
- Wiesz? Taki świat bez ludzi wyobrażałam sobie w dzieciństwie. Chyba ci o tym mówiłam, ale nie jestem pewna…
- Pamiętam, mówiłaś…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz