Złożyłem stołek i zawahałem się. Kusił mnie zakręt, za którym zniknął strażnik, jednak bałem się niewiadomego. Ten prosty korytarz był mi już znany, ale co jest - po prawej i lewej stronie? I czy będę mógł tu wrócić? Wydawał mi się jasny i bezpieczny.
- Raz kozie śmierć - przypomniałem sobie często powtarzane powiedzenie mojego ojca Edwarda.
- Raz kozie śmierć - powiedziałem głośno, aż echo powtórzyło to kilka razy.
- Mam skręcić w lewo czy w prawo? - pomyślałem. - Strażnik poszedł w lewo. Może pójść za nim, tam zapewne są ludzie...
Zrobiłem kilka kroków w tamtą stronę, ale jednak odwróciłem się i skręciłem w prawo.
Zdziwiłem się, kiedy zobaczyłem taki sam korytarz, przez jaki szedłem do tej pory, z małym kwadratem światła na końcu. Idąc prosto, mijałem takie same skrzyżowania. I słyszałem taki sam szum.
Szedłem, szedłem, szedłem!
C.D.N.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz