- Skończyliście ? - krzyknął Grubas. Nie wyłączył silnika, bo ciężko się zapuszczał, stary i kapryśny.
- Chyba tak - odkrzyknął Dębek, nie patrząc na niego.
- A Jaroniec?! - Motocykl sam nagle zamilkł.
Nie odpowiedzieli. Grubas był jednym z szefów. Nie lubił go nikt, bo zwalniał ludzi nawet za małe przewinienia.
- To co leżycie? - spytał ostro Grubas.
- Nie leżymy - burknął Dębek.
- Szanowny panie Dębek, o ile pamiętam nazwisko. Nie jestem ślepy. A może pan uważa, że jestem? Wy lepiej uważajcie! Nie spać mi tu. Śpi się w nocy, po robocie... No! - Gruby zdjął kask i wytarł pot z twarzy brudną chustką, wyciągniętą z tylnej kieszeni spodni. - Pośpieszyć mi się z Jarońcem! Rano rozbił się mercedes, aż pod Wróblewem, cholera. Przyjedzie po was furgonetka z Wronowskim.
- Rano? - spytał Knysak.
- Rano, a co?...
- Bo przed chwilą pędził taki jeden, czarny...
- Ten się nie rozbił... A więc, tak jak mówiłem... I nie spać po drodze, bo was przejadą! - Grubas założył kask, z trudem zapuścił motor, kląc pod nosem i zniknął za zakrętem, zostawiając po sobie zapach źle strawionych spalin.
- Wygląda jak małpa - Dębek splunął.
Knysak zrobił to samo.
- A ty, czemu gadasz, durniu, z tą małpą na kołach? - krzyknął Dębek.
- No co? Myślałem, że ten mercedes się rozbił, cośmy go wiedzieli...
- Ten czy nie ten. Nie wszystko ci jedno?... Furgonetka z Wronowskim przyjedzie! Niech się wypcha!...
- Wróblewo daleko, to pewnie dlatego taka łaska - powiedział cicho Knysak.
Dębek zaklął szpetnie.
- Bierz wiadro!
Ruszyli obładowani sprzętem malarskim. Było południe i słońce grzało jak oszalałe. Koszule zawiązane w pasie dyndały im się po pośladkach. Po dwudziestu krokach Dębek przystanął i wytarł przedramieniem pot z czoła. Knysak zrobił to samo.
c.d.n.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz