wtorek, 16 grudnia 2014

SNY NIEDOBUDZONE (57)

   Przyszła już wiosna, zieleniły się drzewa, śpiewały ptaki, ludzie pootwierali umyte okna, ciesząc się słonecznym ciepłem.
   A ja zostałem niespodziewanie aresztowany przez strażników miejskich z halabardami i doprowadzony do sądu, znajdującego się w małym odrapanym, parterowym domku.
   Strażnicy odstawili do kąta halabardy i zaprowadzili mnie do obskurnego pokoiku, gdzie za stołem pokrytym zielonym suknem siedział sędzia w nowej todze.
   - O, Wroński Michał, syn Edwarda! - stwierdził, ziewając.
   - Tak. Ale o co chodzi? - spytałem zdenerwowany.
   - Wysoki sądzie!...
   - O co chodzi, wysoki sadzie? - poprawiłem się.
   - Numer pesel! - zażądał sędzia.
   - Nie pamiętam...
   - No to, popamięta!...
   Sędzia wstał, spojrzał na złoty zegarek i skazał mnie na NIEISTNIENIE.
   Ale wymigałem się im wszystkim, uciekając przez otwarte okno, w którym nie było jeszcze krat...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz