28
Naładowałem pełny koszyk jedzenia. Dla pani
Genowefy według kartki i dla siebie, co mi przyszło do głowy. Stanąłem w
kilkuosobowej kolejce, starając się myśleć o niebieskich migdałach. Byłem już
tym wszystkim zmęczony.
- O, Marek! - usłyszałem za sobą.
Jakiś nieznajomy facet z piwem w ręku uśmiechał
się do mnie, klepiąc mnie w plecy.
- Nie widziałem cię wieki! - powiedział
uradowany.
- No, nie było mnie trochę - bąknąłem.
- A jak tam twoja piękna Sylwia? - spytał.
Jakaś kobieta z koszykiem na kółkach
odwróciła się z zainteresowaniem w oczach.
- Już z nią nie jestem - odparłem.
- To z kim teraz jesteś?...
- Z Jolą…
- Tą z Politechniki?...
- Nie, z inną…
- Z ciebie to jest kozak - nieznajomy
zaśmiał się.
- Boże, niech ta kasa już będzie! -
pomyślałem.
Kobieta przede mną kładła na taśmę tonę
produktów. Zerkała na mnie ukradkiem. Mrugnąłem do niej. Spłoszyła się.
- Nie wiesz, co z Waldkiem Waloszkiem? -
spytał nieznajomy. -Też go dawno nie widziałem.
- Nie wiem. Może wyjechał. Teraz wszyscy
stąd wyjeżdżają…
- Tak. Ja też chciałem wyjechać do Holandii,
ale nie znam języka. Bez języka tam tylko wybiera się zgniłe ziemniaki. Ale
dobrze płacą…
Kobieta przede mną ładowała wszystko do
przepastnej torby, już nie patrząc na mnie.
- Kurde! - powiedział nagle nieznajomy. -
Chyba zabraknie mi forsy. Marek, pożycz mi dychę. Oddam, jak cię znowu spotkam.
- Nie ma sprawy…
Podałem mu dwa banknoty, nie patrząc jakie.
- O, forsiasty jesteś… Oddam po pierwszym.
Ja tu się kręcę…
- Nie musisz. Po starej znajomości…
- Zawsze byłeś w porządku. Pamiętasz, jak
dawałeś mi ściągi z matmy?...
- Pamiętam…
Kasjerka zaczęła naliczać moje jedzenie,
przesuwając taśmę…

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz