I tak sobie żyję wśród domów, placów, trawników, pomników i ulic.
Niedawno byłam na podmiejskich polach. Pusto, smutno, zimowo, bezśnieżnie, z kraczącymi bez sensu gawronami. Latem w upalne dni lecę tam nieraz napić się wody ze strumyka. Wolę jednak moje miasto, które zbudowali ludzie dla siebie i dla gołębi, gdzie nie ma myśliwych, ale i bardzo rzadko są jastrzębie...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz