czwartek, 16 czerwca 2016

BIAŁE KRZYŻE - odc. 4

   - Dobrze im tak - mówił ze złością Dębek - niech się zabijają. Mogę malować, proszę bardzo i tak im to nic nie pomoże. Kurwa!
   - Kurwa - powtórzył Knysak. - Cztery kilometry - przypomniał.
   - Wiem!...
   Znowu zaczęli iść, krok po kroku. Minęli już zakręt, za którym zniknął Grubas i mieli teraz przed sobą prostą drogę, poruszającą się od gorąca, aż po horyzont, gdzie widać już było zabudowania Jarońca.
   - I pomyśleć, że kiedyś byłem prawdziwym malarzem - westchnął Knysak.
   - Teraz jesteś prawdziwym, krzyżowym - zaśmiał się Dębek.
   - Specjalizowałem się w pejzażach górskich i morskich - chwalił się Knysak.
   - Sto razy już to słyszałem...
   - I może usłyszysz jeszcze! Jak się stąd wyrwę i wrócę do mojej pracowni, skąd moja mnie wyrzuciła, bo piwko sobie nieraz strzeliłem. Wielkie rzeczy... Może już jej tam nie ma, może znalazła innego? - Knysak westchnął znowu.
   - Ja bym się nie dał wyrzucić - zapewnił Dębek.
   - Nie znasz jej. Sam byś uciekł. To straszny okaz cwanej nienawiści...
   - Ale przynajmniej uwolniłeś się od baby - pocieszył go Dębek.
   - No, uwolniłem i wpadłem w niewolę Grubasa i innych...
   Zobaczyli rowerzystę, jadącego lewą stroną.
   - Widzisz? - warknął Debek. - Rozjadą go i znowu będziemu malować. Dostanie kopniaka.
   - Niech sobie zimą jeździ lewą stroną, kiedy nie malujemy - dodał Knysak.
   Sylwetka rowerzysty rosła.
   - Kopniesz go?...
   Na rowerze jechał chłop w czapce nasuniętej na czoło. Do kierownicy przymocowany był czerwony wiatraczek. Sto metrów przed malarzami zjechał na prawą stronę.
   - A to spryciarz! - syknął Dębek.
   Przystanęli.
   - Gospodarzu! Dostaniesz ode mnie po dupie, jak będziesz jeździł lewą stroną - Dębek wymachiwał szablonem.
   Rowerzysta szybko przemknął obok nich, bez słowa.
   - Miał pietra - ucieszył się Knysak.
   - Mogłeś go oblać farbą, by popamiętał...
   - Tak, a potem musiałbym rozrabiać nową...
   Poszli dalej. Czuli pod nogami uginający się asfalt. Cięższy Dębek zostawiał po sobie ślady na lata.

c.d.n.

  



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz